Ludzie tyle gadają. Jakie głupoty potrafia wyjść z ust niektórych teoretycznie dojrzałych osób, jakie głupie pytania mogą paść w naszą stronę, a jeszcze gorszych odzywek mogą oni doczekać się od nas w odwecie. Błędne koło się zamyka, a ci co mają najmniej do powiedzenia, strzępią ryj najgłośniej jak mogą, kiedy prawdziwe mądrości zamknięte są w ciszy wraz z ukrywanymi autentycznymi uczuciami, doznaniami. Potok słów wylewanych codziennie nie zwiastuje w 99% niczego dobrego. Jest nieprzemyślany, chaotyczny, ale jedno jest osiągnięte - tłumi cichy głosik racjonalnego podejścia do spraw w umyśle. Za dużo krzyku, zbyt donośnego głosu. Wokół zdaje się być nieprzeniknięta sieć hałasu, nie do przejścia bez potrzebnego wyciszenia. Nie oszukujmy się, każdy zauważył - gdy kłótnie przybierają szybsze tempo, ludzie głośniejsi plotą bez sensu, ładu i składu to, co im ślina na język przyniesie: bez zastanowienia, tylko po to by zagłuszyć 'przeciwnika'. Najrezolutniej dokonują swego ci, którzy podejmują cichutką walkę z tymi rozwydrzeńcami próbując łagodnie, prawie ze stoickim spokojem przemówić, by wziąć właśnie ich stronę. Krzycz tylko wtedy, gdy zachodzi taka potrzeba, świat też pragnie Cię usłyszeć, ale nie przeginaj, gdy żadna krzywda Ci się nie dzieje. Gdy masz piszczeć to tylko z niepohamowanej radości w niespodziewanych sytuacjach nadmiernego szczęścia. Lecz gdy chcesz przemówić - argumentuj, popieraj, przytaczaj przykłady, przykładaj się i znaj wagę czy wartość tych słów, poprawnie dobranych i zgrabnie złożonych zdań. Hamuj się gdy potok słów zalewa i przygniata uczciwy szept tego, co naprawdę masz odwagę przekazać innym.
To jest tak, że różne zdarzenia i sytuacje przeplatają się ze sobą w dość dziwny sposób, że tworząc jedną prawdziwą, lecz nieraz tak bardzo zawikłaną, całość często odkrywają przed nami nowe horyzonty. Tak jakbyśmy byli trochę manipulowani, a już na pewno zaskakiwani co chwilę i przez samych siebie, i przez niespodziewane okoliczności. Niektórych myśli staramy się do siebie nie dopuszczać, innymi chętnie się dzielimy, a jeszcze więcej z naszych wyobrażeń zdaje się być mylnie niedostępnymi. Najgorsze poczucie jest wtedy, kiedy nie mamy pojęcia do czego dążymy i tak bezcelowo przesiadamy się z miejsca na miejsce szukając tego "czegoś". Nie ma żadnej reguły na odnajdywanie w sobie pasji, chęci czy możliwości, które stanowiłyby jedną z ważniejszych cząstek nas. Niektóre rzeczy przychodzą z czasem, a inne od samego początku tworzą w nas pewien schemat działania. Życie pisze różne scenariusze. Niecodziennie da się czerpać radość z każdego kroku naprzód, ale, co ważne, starajmy się pokochać swoje życie takim, jakie jest. Jedni dostali więcej, inni mniej, nikt nie powiedział, że sprawiedliwie, ale to, co potem zrobimy z tą pełnią władzy nad samym sobą zależy tylko i wyłącznie od nas samych. To nie tak, że jesteś zbyt słaby, by coś zdziałać. Nie tak, że twierdzisz, że nie możesz - chociaż masz to szczęście mieć predyspozycje. Wydaje mi się, że za dużo jest gadania i marudzenia, a za mało wiary w siebie i zapału. Niektóre rzeczy trzeba po prostu przeboleć i dalej już iść w odpowiednim, konsekwentnie wybranym kierunku. Może być pięknie, choć czasem na pewno będzie źle. Mimo wszystko podążajmy drogą, którą sami dla siebie wybierzemy, doskonalmy się w sobie i pokochajmy swój styl życia, bo inaczej - mocny weltschmerz.
Okazuje się, że zabierając się za coś wiele zależy od naszego nastawienia. Czy to szkoła, praca czy może nawet zwykłe gotowanie. Jak tylko się da - trzeba podchodzić do wszystkiego z pozytywnym nastawieniem, czyli dobrymi myślami i zapałem, wiarą, że wszystko pójdzie tak, jak byśmy chcieli. Czy zawsze tak się da? Oczywiście, że nie. Często nie dajemy tak rady. Wyczerpanie po paru takich trudniejszych dniach daje się we znaki. A jednak zawsze warto próbować podchodzić do wszystkiego tak, by czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność i pożytek.
A ludzie dzielą się na 3 znane typy: realista, pesymista i optymista.
To, kim jesteś powinno w dużej mierze zależeć od tego kim chcesz być. Mądre, a trudne do wykonania, co?
Ludzi można dzielić na wiele kategorii na podstawie cech charakteru, płci, zainteresowań czy nawet wyglądu. A na co ja dziś podzieliłam nas wszystkich? Otóż, na tych, którzy mają wszystko w głębokim poważaniu i na tych ambitniejszych. I opiszę to jak najkrócej, ale tak, żeby trafiło.
Wszystko zdaje się iść w odpowiednim kierunku, aż sama się dziwię, że doprawdy wszystko zdaje się być na swoim miejscu, a do pełni szczęścia brakuje niewiele. Czuję, że szykują się jakieś zmiany. W sumie już zaczęły następować.
Bardzo lubię robić sobie zdjęcia, pozować. Nawet podobałaby mi się rola fotomodelki. Fakt, że nie wystarczający wzrost i nie dość szczupła sylwetka, przeszkadzają w takim 'zawodzie', to jednak jest coś, przez co czuję się gorzej i jest to jedyna taka rzecz, która zaniża mi samoocenę - nogi.
Uwaga, uwaga. Dziś odkryję przed Wami pewien sekret starannie przez mnie chowany przez te minione lata... Tajemnicza receptura, dzięki której potrafię budzić w innych ludziach pozytywne uczucia, sama się upiększam, wyglądam i czuję się lepiej...
Życie dzieli się na etapy. Oczywiste jest, że w każdym z nich jesteśmy coraz starsi, dorastamy i nabywamy doświadczeń. Lecz czy naprawdę zatracamy wszystkie dziecięce nawyki? W końcu te czasy minęły już dawno. Zabawa zamieniła się w naukę, zniknęły lalki, samochodziki, planszówki, przytulanki, czasem nawet i kredki.
W osiąganiu jakiegokolwiek rodzaju celu, jednym z czynników najbardziej mających wpływ na sukces jest wytrwałość. To właśnie ona w największym stopniu decyduje o naszym powodzeniu.
Każdy czasem może poczuć się zniechęcony, zdemotywowany czy zbyt zestresowany, by dalej realizować podjętą inicjatywę. Gdy nie widać efektów ciężkiej pracy, ludzie często po prostu przestają i nie chcą już dalej próbować. Nie ważne czy chodzi o zwykłe ćwiczenia, naukę, bloga czy pracę. Nie widać rezultatów? Pochopnie sądzimy, że w takim razie cel, który wybraliśmy, jest zbyt odległy, zbyt niedostępny, byśmy zdolni byli do jego osiągnięcia. Jest to niestety najbardziej mylne myślenie, a tak nam wszystkim znajome. Brakuje uporu i wytrwałości.
Kobiety, jako płeć piękna, uważane są za te śliczne, posłuszne, prymitywne istoty, którym w głowie jedynie makijaż, zakupy, ubrania, buty i dobre prezentowanie się w każdej sytuacji. Dbające o siebie z nieskazitelnymi manierami, stworzone jako uroczy dodatek do mężczyzny...
Siedzę, myślę, próbuję coś tu napisać. Boli mnie głowa. Cały czas zaprzeczam swoim własnym słowom, mimo że dokładnie wiem co myślę i co chcę przekazać, jednak kontrastując ze sobą pewne zjawiska zawsze znajduję drugą stronę danej kwestii i znowu - wracam do punktu wyjścia. Narzekam, czekam i kłębię w sobie wszystkie te emocje związane z codziennym życiem, ale również rozważaniami odbiegającymi od prostych spraw, które już z pewnością przemieniłyby się w wielką stertę starań do poprawienia się, które jednak paradoksalnie nie następują. Co to znaczy? Najprościej mówiąc, nie nadążam i nie potrafię wybrać najważniejszej z ważniejszych decyzji.
Właśnie doszłam do wniosku, że życie nigdy nie było, nie jest i nie będzie sprawiedliwe. W końcu to zrozumiałam. Tak, mam zapłon. Ha, możecie mi bić brawo.
Potrafię czasem zrobić zdjęcia do postów z nawet tygodniowym wyprzedzeniem. Wyobrażam je sobie, przygotowuję outfit, obrabiam. Potem następuje chwila zawieszenia, w której... nie wiem co napisać. Dlaczego więc tak się dzieje, skoro tematów jest przecież tak wiele?
Niektórzy ludzie potrafią pięknie wygłaszać mowy i wypowiadać się na większość tematów posiadając niesamowitą charyzmę i trafiając do tłumów. Inni natomiast zdolni są do tworzenia niezwykłych historii zgrabnie przelewając myśli na papier i tu, wyrażając swoje zdanie czy nakłaniając pozostałych do zmiany stylu życia. Jednak czy słowa to wszystko?
Ostatnio moje dni są naprawdę dziwne. Wiele rzeczy wydaje się być zupełnie na odwrót, co jest okropnie irytujące. Potrafię mieć naprawdę szczęśliwe dni, kiedy mogę z ręką na sercu powiedzieć, że wszystko jest dobrze. Potem oczywiście, następny jest już dużo gorszy pod prawie każdym względem. Kiedy wstaję i już czuję, że dzień będzie beznadziejny, on jednak okazuje się naprawdę owocny i pełen śmiechu.
Za oknem znów pada deszcz, a ze śniegu, który widoczny jest jeszcze na zdjęciach, pozostały już tylko odległe wspomnienia. Może jeszcze pogoda się poprawi i poczujemy wszyscy prawdziwą zimę? Mam nadzieję! Bo to właśnie śnieg sprawia, że zima jest bardzo specyficzną porą roku i szczerze, tylko dzięki niemu ją lubię. No, może jeszcze dzięki temu, że za trzy tygodnie moje urodziny, haha. Łoo, już siedemnaste!:D
Witam na mojej stronie!
Jestem blogerką rocznik '99... ale też piłkarką, poniekąd fotografką, sympatyczną osobą o wielkiej wyobraźni i optymistycznej postawie wobec świata.
Blog lifestylowy, łączący moje pasje: pisanie, fotografowanie, gotowanie. Zapraszam Cię do mojego świata!
kontakt: karolinaslomka99@gmail.com
aparat: Nikon D5100 + 1.8 35mm